Blog > Komentarze do wpisu
Dolny Manhattan raz jeszcze

Okazuje się, że tyle tu wartych zobaczenia miejsc, że jednym wpisem załatwić się ich nie da. No to dziś wpis drugi.
Na początek Chinatown:

To zdjęcie z chińskiej restauracji, w której jedliśmy brunch. Było pyyyysznie. I dużo. I jak na tak pysznie i tak dużo- tanio. Obsługa prawie nie mówiła po angielsku. Nie wiedziałam właściwie, co jem. Między stolikami krążyły panie pchające wózeczki, na których piętrzyły się talerzyki i miseczki z jedzonkiem do niczego niepodobnym. Wystarczyło sięgnąc i sobie zabrać. A pani wbijała na leżącej na stole kartce pieczątkę w odpowiedznią rubryczkę. Naskładaliśmy tych pieczątek sporo. Warto było choćby dla samego brunchu w Chinatown pojechać do NY.

A co poza tym w China Town- dla mnie kompletna egzotyka, miejsce, jakiego na pewno nie widziałam do tej poty. W niedzielne przedpołudnie na placyku przed jakimś urzędem dwoje starszych ludzi gra w kometkę. W pobliskim parku ktoś ćwiczy tai chi. Obok pan z mieczem samurajskim trenuje- jaido może? Na ulicach stanowiska pucybutów. I zupełnie inne zapachy, chińskie napisy na szyldach, nieznane owoce i warzywa na straganach...

Dwa obrazki powyżej to tak trochę  branży mojej, zwłaszcza ten drugi- Centrum Diagnostyki Obrazowej w Chinatown ;-)

Na chwilkę weszłyśmy do buddyjskiej świątyni.

A teraz już sąsiadująca z chińską dzielnicą Little Italy- akurat trwało świętowanie San Gennario. Na uliczkach jedna wielka fiesta- stragany, knajpy, konkursy. Kolorowo, hałaśliwie, wesoło- jak to we Włoszech. I zupełnie inna atmosfera, inne zapachy niż w Chinatown.


Zdjęcie przez dziurkę od klucza w bramie przykościelnego cmetarza w Little Italy (może nawet była to dawna katerdra św. Patryka?)
A jaki ja pudding ryżowy w Littke Italy jadłam! I w jakiej fajnej knajpeczce! Nie była to co prawda włoska knajpeczka, ani włoski specjał. Chętnie bym tą puddingową knajpkę do Krakowa przeniosła, żeby spróbować pozostałe smaki puddingów (tylko dwa jadłam :-(, a było ich ze dwadzieścia, o ile nie więcej)

A dalej chyba ulice Noho

I z powrotem bliżej cypla- kaplica św. Pawła z 1766r., w której modlił się Jerzy Waszyngton. Kaplica stoi przy Broadway'u, tuż obok miejsca, gdzie stały wieże WTC.

I Fraunces Tavern z 1719r., w której Jerzy Waszyngton bywał i wydał nawet pożegnalny obiad.

Oraz zabytkowe domy w okolicy Fraunces Tavern.

A to na skwerku przy Magistracie

Nowojorski ratusz- bardzo imponujący to on nie jest

Municipal Building

Ulubiony Woolworth Building- codziennie odkrywałam na nim coś nowego fascynującego. I codziennie witał mnie rano i  mówił dobrej nocy wieczorem jego widok z okien pokoju.

 

Jakby ktoś chciał zamieszkać w Downtown- proszę bardzo, zabytkowy zapewne (bo mały taki) domeczek "for sale" ;-)

I powrót do "domu"- latarnia morska na rogu South Seaport Street.

sobota, 29 listopada 2008, dsmiatek

Komentarze
2008/12/01 18:04:11
Świetne zdjęcia! zachwicało mi się jechać, oj bardzo. i ten widokz Twojego okna, te "zabytki"! w tym zgiełku cmentarze wyglądają wyjątkowo dziwnie, romantycznie.
-
2008/12/01 18:12:28
omineliscie calkiem lower east side? to by byla szkoda...
-
2008/12/02 22:11:12
do bigapple1- nie ominęliśmy, tylko jakoś tak zwykle tam się włóczyliśmy wieczorem i zdjęć nie mam :-(