Blog > Komentarze do wpisu
Muzea

Rozprawię się z nimi na samym początku, hurtem. A to dlatego, że ja zasadniczo za muzeami nie przepadam. Nie żebym wcale ich nie odwiedzała, no taka znowu nie jestem. Ale męczy mnie ogromnie łażenie po milionach sal i oglądanie z pietyzmem każdego obrazka, każdej skorupki, każdej etruskiej "patelenki" i sarkofagu (to trauma z muzeum w Perugii i Volterze). Lubię zobaczyć sobie, to, co naprawdę mnie interesuje, a resztę "przelecieć' lub wręcz pominąć.
Trudno jednak pojechać do NY i nie pójść do żadnego muzeum. Zwłaszcza, że zbiory, które są w nich zgromadzone przewyższają chyba wszystkie inne. No więc trudno, trza zagryźć zęby i pomaszerować ;-)

Na pierwszy ogień padła MOMA (Museum of Modern Art), niestety termin był niezbyt fortunny, bo zaraz po naszym przylocie, w sobotę- jeszcze dawał mi się we znaki podróżny ból głowy, adaptacja do zmiany strefy czasowej i ogólne niezorientowanie w terenie, co powodowało irytację i trudności w kontemplowaniu sztuki. A kontemplować było co- akurat końcyzla się specjalna wystawa poświęcona twórczości Salwadora Dalego- oprócz obrazów można też było pooglądać filmu, zrealizowane przez niego lub do jego pomysłów. Żałuję, że z powodu swojej niedyspozycji nie mogłam należycie docenić tej wystawy, ból głowy sprawiał, że patrząc na czarno-białe "trzęsące" się filmowe obrazki dostawałam dodatkowo zawrotów głowy i mdłości. Lepiej poszło z dalszą częścią ekspozycji na pozostałych pięciu pętrach muzeum (szóste piętro zajmował właśnie Dali)- sztukę współczesną lubię, bawi mnie, dziwi, zaskakuje. Humor zdecydowanie mi się więc poprawił. Oto kilka fotek- zasadniczo w muzeach eksponatów nie fotografuję, bo lepsze zdjęcia można znaleźć w albumach, ale żeby coś zostało na pamiątkę...

Rząd zmierzłych bab- na końcu najzmierźlejsza ;-) Żebym to ja pamiętała, kto był autorem :-(

Ulubiony od pobytu w Wiedniu Klimt

Giacometti- przyjmijmy, że to jamnik (na cześć jamników i dla nich zdjęcie zrobiłam), chociaż pewnie jest to raczej moco wychudzony wyżeł kłapouchy czy inny chart. Ale na domowy uzytek niech będzie jamnik ;-) Giacomettiego i jego "chudzielców" lubię bardzo.

Wiadomo- Warhol

To też sztuka- zwykle wprawia mnie ten rodzaj sztuki w doskonały humor- i tym razem też zadziałało.

Hmmmm- tytuł brzmiał zdaje się "Mała Dziewczynka" czy "Mała Córeczka", autorkę też pomnę, jest nią, żyjąca obecnie i wciąż tworząca swoje rzeźby Francuzka (teraz w trochę innym stylu), mieszkająca obecnie w NY- boję się tylko, że źle napiszę imię i nazwisko, napiszę więc fonetycznie (horror, wiem), a potem poszukam pisowni i zmienię- [luis burżua]. O niej więcej będzie troszkę później, bo dużą wystawę jej prac od początku twórczości do czasów obecnych (urodziła się chyba w 1913 lub 1911r., więc sporo ma już lat ta pani) ogladałam w innym muzeum.
A czy tytuł dzieła ma coś wspólnego z małą dziewczynką????- No dobra, czytałam interpretacje, uzasadnienia, opisy tego okreu jej twórczości- ale jestem głupia i nie zabrałam ze sobą owej ściągawki, a pamięć wyrzuciła zbyt wiele, więc nie będę się wygłupiać.

Na koniec- widok z okien MOMA na Środkowy Manhattan

Następny odcinek muzealny dziś wieczorem- jeśli wydrę komputer z rąk okupujących go nieustannie potomków. A więcej zdjęć z MOMA być może znajdzie się na płytce, którą mam od mamy (może Picasso jakis tam się zaplątał...)- to uzupełnię.

wtorek, 18 listopada 2008, dsmiatek